27 marca 2014

Koniec, ale czy aby na pewno?

Tak. Musiałam to w końcu napisać... Nie ma na co zwlekać. 

Zmuszona jestem tymczasowo zawiesić bloga. Decyzje podjęłyśmy wspólnie z Agey. Chciałam opublikować niedawno kolejny rozdział, ale stwierdziłam, że to i tak nic nie naprawi. Powiedzmy to sobie szczerze. To już dawno straciło sens. Kiedy dwa lata temu, razem z Agey zaczęłyśmy wymyślać to opowiadanie, miałyśmy pełno pomysłów. Historia miała wtedy sens, a dodatkowo posiadałyśmy wyjaśnienia pewnych spraw, które miały się pojawić. Niestety żadna z nas nie podjęła się zapisania tych myśli i pół roku później, krótko po rozpoczęciu publikacji na blogu, nie widziałyśmy jak dalej poprowadzić akcję. Zawieszam więc bloga, ponieważ nie chcę pisać wymuszonych i nielogicznych rozdziałów. Wybaczcie nam...

Jednak czytelnicy, którzy jeszcze nie zapomnieli o tym blogu nie muszą się martwić. Blog zostanie reaktywowany, ale z zupełnie inną historią. Na razie jednak nie wiemy jeszcze kiedy powrócimy z Agey.
O czym będzie opowiadać nasze nowe opowiadanie, na razie nie mamy pojęcia. Jednak mam nadzieję, że nie zakończy się ona tak jak nyxiony...


Skoro Nyxiony zawieszam, chciałabym was zaprosić na nasze inne blogi. Tam historia wciąż się toczy i jak na razie nie zamierzamy ich kończyć ;)

Blog Ann:

Zakazane Wspomnienia

link: http://zakazane-wspomnienia.blogspot.com/

Opis: 

Jack Mróz. Duch zimy i strażnik zabawy. Siedem lat wcześniej poznał swoją przeszłość, zyskał pierwszego wierzącego, a także został wybrany przez księżyc na strażnika. Przez cały ten czas wiódł spokojne życie. Najwięcej czasu poświęcał na wygłupy i bitwy na śnieżki. Mrok zostawił dzieci w spokoju. Nie pokazywał się już więcej. W tym samym czasie, dwie przyjaciółki, Ann i Agey wraz ze smokiem imieniem Sorrow również mieli wygodne życie. Jednak do czasu. Jedno wydarzenie, jeden incydent spowodował całkowity chaos. Co spowodowało iż Jack Mróz wyrzekł się swojej mocy? I czy na pewno to wszystko było dziełem przypadku? Kto tak naprawdę pociąga za sznurki?


--------------------------------------------


Blog Agey:

Bakugan - History of Life

link: http://bakugan-history-of-life.blogspot.com/

Opis:

Dziadek by dla Emilie wszystkim, ale pewnego dnia odszedł. Zostawił jej jednak pamiątkę. Pewnego dnia otwiera się przed dziewczyną szansa by znów ułożyć sobie wszystko w życiu.

Historia nawiązująca do serii "Bakugan". Emilie wkracza do świata zamieszkiwanego przez stworzenia zwane bakuganami. Nie wie nic o tym niezwykłym lecz niebezpiecznym miejscu. Musi stanąć do walki i stawić czoła temu co nieznane.

Czy Emilie odnajdzie drogę do domu? Czy zdoła wygrać tą niebezpieczną grę? Jaką tajemnicę skrywa przeszłość jej dziadka?


Serdecznie Was pozdrawiamy!

Ann&Agey

20 stycznia 2014

Rozdział V Pierwszy stopień zagrożenia

Zderzenie z taflą wody całkowicie mnie ogłuszyło. Dryfowałam wśród ciemnej i zimnej wody. Powoli odzyskiwałam stracone czucie w kończynach.
Chłód.
Ból.
Szczęście, że wampiry mogą na długo wstrzymywać oddech. Tylko to mnie ratowało w aktualnej sytuacji. Coś mocno ściskało mnie za kostkę. Zamroczony umysł dopiero po chwili pozwolił mi na przypomnienie wydarzeń sprzed kilku minut. Kazałam Ann dalej kierować skuterem, a później skoczyłam na jacht chłopaków, powaliłam Rena i razem wpadliśmy do wody. Teraz wiem, że to nie było rozsądne.

Gwałtownie rozejrzałam się wokół. Dostrzegłam go. Złapałam Rena za rękę. Mimo iż nie przepadam za nim, to zostawienie go tu na pewną śmierć byłoby okrucieństwem z mojej strony. Dodam, że chłopak był nie przytomny i raczej bez tlenu długo nie przeżyje. Nie wiedziałam gdzie jest dno, a gdzie powierzchnia. Ciągnęłam nieprzytomnego Krawlera aż do momentu, w którym odbiłam się od twardej skały. Zdarłam sobie cały prawy policzek. Jednak nie przejęłam się tym. Macałam palcami twardą powierzchnię mojej przeszkody, szukając... Właściwie sama do końca nie wiedziałam czego. Nagle natrafiłam na wgłębienie w skale. Przejechałam po jego krawędziach. Było to przy podłużne wgłębienie. Czasami w takich miejscach można odnaleźć bańki powietrza. Jeśli dobrze główkuję to jedyna szansa był Ren się nie udusił. Ślamazarnie dostałam się do środka. Otwór powoli, w miarę przesuwania się do przodu, zamieniał się w tunel. W momencie kiedy się zamienił się w podwodną grotę, wypłynęłam na powierzchnię, łapczywie wciągając powietrze. Ostatkami sił wyciągnęłam z wody Rena. Ułożyłam go na plecach, złapałam za ramiona i potrząsnęłam. Chłopak ocknął się i przewrócił na bok, wypluwając zalegającą w płucach wodę. Szybko podniósł się do pozycji siedzącej i zaczął kaszleć. Teraz gdy wiedziałam już, że nic mu nie jest, sama opadłam bez sił na twardą skalną podłogę.
Przez dłuższy czas leżałam bez ruchu. Od czasu do czasu charczałam, próbując złapać powietrze. Ren znów położył się na ziemi. Żył. Na całe szczęście.
- Dlaczego... - zaczął, choć nie dokończył. Potężny atak kaszlu mu w tym przeszkodził. Jednak wiedziałam, jakie pytanie próbował mi zadać.
- Taką mnie stworzono, Ren. Widocznie sam Pan i los chciał bym miała w sobie choć odrobinę współczucia dla drugiej istoty - odparłam z trudem. Mój głos był zachrypnięty. Nawet najkrótsze słowo, sprawiało mi ból. W ustach czułam smak słonej wody.
Chłopak nic nie odpowiedział. Widziałam jak z trudem podniósł się i oparł o ścianę. Wpatrywał się ślepym wzrokiem w egipskie ciemności, jakie panowały w jaskini. Cieszyłam się, że mam możliwość widzenia w ciemnościach. To wiele ułatwia. Włączyłam opcje GPS w zegarku, który swoim możliwościami przewyższał znacznie popularne smartphony, a w dodatku był wodoodporny. Spojrzałam na wyświetlacz, mrużąc oczy. Obraz był rozmazany i nie pokazywał współrzędnych. Nerwowo przełknęłam ślinę.
- Ren... - zaczęłam, a chłopak odwrócił głowę w stronę miejsca, z którego dochodził mój głos.
- O co chodzi? - spytał zachrypniętym głosem, a ja w tym czasie oparłam się o ścianę.
- Mój zegarek nie pokazuję współrzędnych tego miejsca. Nie ma szerokości, ani długości geograficznej! Zupełnie nic!
- Mów po ludzku - poprosił.
- Teoretycznie to miejsce nie istnieje! - podniosłam głos, który poniósł się echem po jaskini. Widziałam jak na jego twarzy maluje się niedowierzanie, a także strach. Szybko sprawdził swój sprzęt.
- Może po prostu nie ma zasięgu? - zaproponował, choć chyba sam w to nie wierzył. Miał przecież taki sam zegarek. I tak samo jak mój, nie pokazywał współrzędnych. - To niemożliwe... - szepnął.
- A jednak właśnie się dzieje - odparłam. - Kurde... Może to miejsce z innego świata...? - zamyśliłam się, próbując znaleźć sensowniejsze wyjście. Niestety nic nie przychodziło mi do głowy.
- Teraz to chyba upadłaś na głowę - skwitował moje przypuszczenia.
- Nie upadłam. Czytałam o takich przypadkach. Czasami gdy „Drzwi” pomiędzy światami zostają otwarte, wraz z demonami pojawiają się miejsca z innych wymiarów. Pojawiają się tylko na chwilę. I tylko Kajiu są wstanie je odnaleźć - zatrzymałam się przed najważniejszą częścią - Te „Drzwi” otwierają się tylko i wyłącznie w czasie trwania epoki magicznej, a ta rozpoczęła się kilka lat temu. Dokładnie w dniu moich dziewiątych urodzin.
Chłopak nic nie odpowiedział. Trudno mu się dziwić. Zapewne na Sarcare nie miał styczności z takimi rzeczami.
- Szkoda, że nasze zegarki nie dają więcej światła - westchnął, zmieniając temat.
- Trzeba się stąd jakoś wydostać -mruknęłam cicho pod nosem.
- Pytanie jak... - dodał złotooki. Spojrzałam na niego. Jeśli mamy się stąd wydostać to tylko drogą, którą tu przypłynęliśmy. Tylko, że Ren po tej całej akcji zapewne jest słaby. W sumie ja nie jestem w lepszym stanie.
Nagle woda zabulgotała. Odskoczyłam przerażona i o mało nie wpadłam na siedzącego obok Rena. Serce waliło mi jak szalone. Z ciemnych, wodnych odmętów wyłonił się nieregularny kształt. Potrzebowałam chwili by zrozumieć, że to Rafe. Zaraz za nim z wody wyłoniła się Ann. Wyciągnęłam rękę w stronę Nestranina, który po omacku próbował dostać się na brzeg. Był cały zimny. Chłopak odskoczył zaskoczony i zamachnął się ręką.
- Uspokój się idioto, to tylko ja! - warknęłam. Całkiem nieświadomie uderzył mnie w twarz.
- Age? Jest z tobą Ren? - spytała smoczyca, gdy udało jej się wyjść z wody. Całkiem nieźle szło jej poruszanie się w ciemnościach. Lecz cóż mam się dziwić, skoro jest w połowie smokiem?
- Tak. Nic mi nie jest - odezwał się Ren, ukradkiem uśmiechając się w stronę Ann.
- Jak dobrze, że nic wam nie jest - dodał Rafe z wyraźną ulgą. Westchnęłam cicho.
- Lepiej się stąd wynośmy - zaproponowałam.
- Tylko jak? - złotooki próbował rozświetlić jaskinię światłem ze swojego zegarka. Jednak za wiele to nie dawało. Rozejrzałam się wokół.
- Chyba coś mam... - odezwała się Ann.
- Rzeczywiście, tu jest jakiś korytarz... - odparłam - Ruszajmy - zdecydowałam.
W ciszy skierowaliśmy się w głąb mrocznego tunelu. Ann i Ren szli pierwsi, a tuż za nimi ja wraz z Rafem. Mocno ściskałam jego dłoń. Odkąd trafiłam do tej jaskini, mój kryształ przestał świecić jasnym, błękitnym blaskiem. W jego wnętrzu kłębiły się nitki księżycowej energii.
„Może to skutek przebywania w inno świecie?” - pomyślałam. Od dłuższego czasu nic nie można było racjonalnie wytłumaczyć. Korytarz był dość wąski. Wszyscy musieliśmy się schylać by przejść dalej. Nie było tu stalagmitów, stalaktytów ani stalagnatów. Wilgoć wciąż utrzymywała się na dość wysokim poziomie. Z każdym krokiem powietrze robiło się coraz cięższe i gęstsze. Jednak w inno światach już tak jest.
Nagle z zamyślenie wyrwał mnie szum wody, a także jej kapanie. Ann zatrzymała się gwałtownie, ciągnąc do tyłu Rena. Mało brakowało, a wpadłabym na nich.
- Co jest? - spytałam, wyprostowując się. Korytarz w tym miejscu był dość szeroki, a strop znajdował się znacznie ponad naszymi głowami. Ren poświecił swoim zegarkiem.
- Szczelina w podłodze. Na oko metr szeroka. Głęboka... Wolę nie myśleć jak bardzo. Na samym dnie rzeka. Nie będzie dobrze, jeśli tam spadniemy - skwitował złotooki, delikatnie się wychylając.
- Da się przeskoczyć? - zainteresował się fiołkowooki.
- Zaraz się przekonamy - odparłam. Nie wiedziałam czy skały wytrzymają tuż przy krawędziach. Wyglądają na stabilne lecz mogą to być tylko pozory. Puściłam dłoń chłopaka i cofnęłam się o parę kroków.
- Age, ty chyba nie chcesz... - zaczął Rafe lecz za nim skończył, nabrałam rozpędu i pobiegłam przed siebie. Odbiłam się najmocniej jak potrafiłam od podłoża. W powietrzu byłam zaledwie chwilę. Gdy pod nogami poczułam stabilne podłoże, na wszelki wypadek, przeturlałam się na bok by choć trochę rozłożyć ciężar ciała. Chciałam w ten sposób zminimalizować ryzyko upadku w przepaść. Spojrzałam wyczekująco na resztę.
- No to kto następny?
- Idę. Chcę mieć to za sobą - powiedział Ren, cofając się parę kroków.
- Wy chyba powariowaliście... - stwierdziła Ann.
- Zrób to samo co ja, Ren. I skacz...
- Doskonale wiem co mam robić - przerwał mi złotooki. - Do elity nie dostaje się byle kto - dodał po czym rozpędził się i skoczył. Szybko znalazł się obok mnie. Niestety skały nie wytrzymały naszego ciężaru. Zaczęły się kruszyć i rozpadać. Oboje próbowaliśmy się ratować, ale nie było czego się złapać. Tym sposobem zlecieliśmy w przepaść. Musiałam coś zrobić. I to natychmiast! Inaczej oboje zginiemy. Złapałam Rena za rękę. O dziwo nie był tym zaskoczony. Raz udało mi się wyciągnąć nas z opresji. Szukałam jakiejś półki skalnej. Gdy udało mi się ją znaleźć, postanowiłam spróbować i złapałam się jej krawędzi w ostatniej chwili. Mało nie wyrwałam sobie ręki przy tej próbie. Niestety dość szybko moje palce zaczęły ześlizgiwać się z chropowatej powierzchni skały. Ren trzymał się pewniej, ale gdy spadłam, pociągnęłam go za sobą gdyż zapomniałam puścić jego ręki. Byliśmy już blisko ziemi. Pod nami znajdowały się ostre skały. Zdesperowana wytworzyłam za pomocą kryształu kulę energii i wyrzuciłam ją pod nas. Chciałam by wytworzyła coś w rodzaju „poduszki” dzięki, której nie zginiemy. Potężny podmuch powietrza, spowodowany zderzeniem energii ze skałami, uderzył w nas i zamortyzował delikatnie upadek. Czułam, że jestem cała poobijana. Jednak żyłam. Co wydawało się nieprawdopodobne zważając na to z jakiej wysokości spadłam z Renem. Dodatkowo spadłam na chłopaka. Odskoczyłam na bok by go uwolnić. Ciężko dyszał. Ostatkiem sił oparł się o ścianę. Miał rozcięcie na czole, prawej ręce, a koszula w okolicach brzucha, również będąca rozcięta, powoli pokrywała się lepką i znajomą mi substancją. Byłam wampirem i doskonale znałam jej zapach.
- Age? - sapnął, rozglądając się wokół. Zranioną ręką włączył światło w zegarku by móc mnie zobaczyć. - Nieźle jesteś poharatana - stwierdził.
- Domyślam się. Po takim upadku nie da się wyjść bez szwanku - odparłam. - Ale ty wyglądasz zdecydowanie gorzej od mnie.
- I tak się czuję - odparł i splunął krwią, prawie trafiając w moją stopę.
- Hej! Żyjecie? - usłyszałam znajomy mi głos i spojrzałam w górę. Ann spoglądała na nas niepewnie.
- Tak! - odkrzyknęłam jej - Możesz tu do nas z Rafem zlecieć?
Smoczyca pokręciła głową.
- Szczelina jest za wąska. Moje skrzydła mają zbyt dużą rozpiętość. Musimy się rozdzielić! - odparła z niesmakiem.
- Zgoda! - przytaknęłam i dla odmiany zwróciłam się do Rena - Teraz trzeba coś zrobić z tobą - spojrzałam na chłopaka, który lekko się wzdrygnął. Zbliżyłam się do niego, a z szyi zdjęłam kryształ - Z góry przepraszam za to co teraz zrobię.
Zbliżyłam przedmiot do jednej z ran chłopaka i jednocześnie skupiłam się by skierować energię i przekształcić ją tak by pomogła zatamować krew. Pierwszy raz to robiłam, ale jeśli wierzyć zapiską w moich księgach to powinno się udać. W momencie gdy kryształ dotknął skóry na klatce piersiowej, rozbłysł błękitnym światłem. Mocniej niż zazwyczaj.
„Oby się udało!” - powtarzałam sobie w myślach. Jestem poniekąd psychopatką, ale nie dam mu się wykrwawić. Zadziwiające ze krew Sarcarejczyków jest podobna do tej ludzkiej. Ren zacisnął mocno powieki. Wyglądało na to, że rana przestała krwawić, a to był dobry znak. Chwilę później kryształ powrócił do normalnego stanu, a ja znów mogłam zawiesić go na szyi. Jeszcze raz sprawdziłam rozcięcie na jego czole. Nie była to poważna rana więc nie użyłam mocy do jej leczenia. Gdy tylko opuszki moich palców zetknęły się ze skórą chłopaka, między nami powstało potężne połączenie mentalne. Nie byłam w stanie tego zrozumieć. Przez jedną krótką sekundę zamieniliśmy się ciałami i zyskałam chwilowy wgląd w jego myśli! Po chwili sparaliżowana opadałam na chłopaka. Leżałam na jego klatce piersiowej. Kręciło mi się w głowie, a także miałam ataki mdłości. Nie obchodziło mnie w jak niezręcznej sytuacji się znalazłam. Chciałam tylko znów odzyskać władzę nad własnym ciałem! Zamknęłam oczy i uspokoiłam oddech. Starałam się cierpliwie czekać z nadzieją, że w końcu uda mi się podnieść.
Stan, w którym się znalazłam trwał jeszcze niespełna minutę. W końcu udało mi się odsunąć od Rena i oprzeć o ścianę. Chłopak nie spuszczał mnie z oczu.
- Coś ty właściwie zrobiła...? - wyjąkał zdezorientowany.
- Żebym i ja to wiedziała! - odparłam patrząc nie obecnym lecz pełnym przerażenia wzrokiem na skałę przed mną. Cudem powstrzymałam odruch wymiotny. - Ale nie martw się, twoja „lady” nie dowie się o tym co zaszło - spojrzałam na chłopaka, uśmiechając się złośliwe. W tych ciemnościach wszystko wydawało się mylące, ale miałam wrażenie, że na jego policzkach pojawiły się rumieńce. Wszystko powoli wracało do normy.
- Nie rozumiem o czym mówisz...
- Oj daj spokój! Przecież widzę jak na siebie patrzycie! - prychnęłam. - Dziwne, że nie zaczęliście się jeszcze ślinić...
Chłopak milczał. Wiedziałam...
- Ren, musisz zrobić pierwszy krok. Ann jest cholernie nieśmiała jeśli idzie o chłopaków w ten sposób.
- Ta, a jeśli w rzeczywistości za mną nie przepada? - mruknął szarowłosy.
- O rany! - jęknęłam niemal załamana. - Czy wszyscy faceci muszą być aż tak ślepi? Przecież ona leci na ciebie tak samo jak ty na nią! Zrozum to w końcu i nie próbuj zaprzeczać! - warknęłam gdy chciał mi przerwać. - Znam ją lepiej niż kto inny!
- Nawet jeśli... - zaczął cicho. - Zresztą nieważne - machnął lekceważąco ręką.
- Mam przeczucie, że jeszcze się spikniecie! - dodałam.
- „Spikniecie”? O czym ty gadasz...
- Nie próbuj zmieniać tematu! - syknęłam ostro lecz po chwili się uśmiechnęłam na myśli, jak nasza kłótnia wyglądała. Zaczęłam chichotać. Po chwili dołączył do mnie Ren. W sumie nie wiem czemu się tak na niego uwzięłam. Jest całkiem w porządku. Jednak to nie oznacza, że skończę z moją ulubioną rozrywką jaką jest nękanie złotookiego. Na to nie ma mowy! Po tej całej akcji, popłakałam się ze śmiechu.
- Wiesz, potrafisz być całkiem normalna - zagadnął, gdy udało nam się w miarę ogarnąć.
- To miał być komplement, tak? - spytałam, uśmiechając się w jego stronę i znów zaczęłam chichotać.
- Czy z łaski swojej możecie ruszyć dalej? - dobiegł mnie znajomy głos zanim na nowo się roześmiałam.
- Werno... Dawno się nie odzywałaś - wyjęłam białą kulkę z kieszeni spodni.
- Popieram Wernę. Lepiej się stąd wynośmy - dodał nyxion ciemności.
- Lineholt... - chłopak niepewnie spojrzał na stworzenie. - Obydwoje macie rację.
- To miejsce nam nie służy - zauważyłam i rozejrzałam się wokół, szukając wyjścia.
- Dałbyś radę przenieść nas na górę? - chłopak zwrócił się do swojego nyxiona.
- Chciałbym, ale to miejsce blokuje moją moc - odparł smętnie Lineholt.
- Ty pewnie też, prawda Werno? - spytałam białą smoczycę. Odpowiedziało mi ciche westchnięcie.
- A twój kryształ? - zauważył Ren. - Skoro miał moc by wyleczyć moją ranę to czemu nie mógłby pomóc nam dołączyć do Ann i Rafe?
- Zużyłam całą moc - odpowiedziałam cicho. - Oby tylko nic im się nie stało...
- Dadzą radę – zapewnił. – Znajdziemy inną drogę.
- Jeśli pójdziemy wzdłuż rzeki, zgodnie z nurtem powinniśmy znaleźć wyjście z tych podziemi – zaproponowałam. Chłopak kiwnął głową. Podałam mu rękę i pomogłam wstać. Już po krótkiej chwili szliśmy razem z nadzieją iż uda nam się znaleźć wyjście. Trzymałam chłopaka za nadgarstek i uważnie się rozglądałam. Czułam jak z każdym kolejnym krokiem upłuwają ze mnie siły. Nie wiedziałam co się dzieje.
„Ciekawe jak idzie Ann i Rafe’owi... Oby nic im nie było.” – pomyślałam. Przekonywałam, że ta cała wyprawa dobrze się skończy. Niestety znałam już za dobrze ten świat. Pełen cierpienia i śmierci. Zaskakujące jak ludzie są ślepi i głupi. Po co im te wojny? Po co podzielili świat na tyle różnych sposobów? Czemu są tak ślepi i nie widzą tych wszystkich ludzi, którzy umierają z głodu, pragnienia, wszelakich chorób podczas gdy najlepsi i pławiący się w luksusach mają wszystkiego pod dostatkiem? Taki sposób życie niemal zgubił Kaiju. Przez zazdrość jaka w nas wstąpiła, zniszczyliśmy nasz własny świat... Mimo tego potwory przetrwały lecz za jaką cenę? Żyją w ukryciu przed ludźmi, którzy gdyby dowiedzieliby się o ich istnieniu, zapewne złapali by je i przeprowadzali na nich nieludzkie eksperymenty.
Przejście powoli stawało się coraz węższe. Musieliśmy iść pojedynczo. Ren prowadził. Nagle ze wszystkich stron dobiegł mnie dziwny dźwięk. Zupełnie jakby ktoś włączył na cały regulator aplikację „Anty-Komar”. W jednej sekundzie stałam, a w drugiej leżałam już na kamiennej posadzce, trzymając się za uszy oraz jęcząc przeraźliwie. Gdy udało mi się na chwile otworzyć oczy, dostrzegłam kucającego obok mnie Rena, który oświetlał mnie światłem z zegarka.
- Age?! Co jest?!- krzyczał nie wiedząc co się dzieje. Czyżbym tylko ja słyszała ten dźwięk? To miejsce coraz bardziej mnie przerażało! Musiałam się stąd jak najszybciej wydostać! Tylko pytanie jak, skoro nie mogłam się ruszyć! Chłopak wyciągnął rękę i położył dłoń na moim ramieniu i stało się to samo co wtedy gdy leczyłam ranę szarowłosego. Teraz patrzyłam na samą siebie z góry. Musiała minąć chwila by dotarło do mnie, że jestem teraz w ciele chłopaka! Nie widziałam praktycznie nic i gdyby nie zegarek to zapewne miałabym przed oczami egipskie ciemności. Dźwięk, który wcześniej mnie paraliżował nadal był słyszalny, ale nie miał już na mnie wpływu. Jedyne trochę mnie denerwował. Teraz kiedy mogłam się ruszać, wzięłam na ręce swoje wijące się ciało, którego obecnym właścicielem był Ren. Wiedziałam jak ten dźwięk oszałamia i jak czuje się chłopak. Musiałam nas stąd wydostać zanim będzie za późno! Ruszyłam biegiem z nadzieją, że prędko odnajdę wyjście. Moim ciałem, a raczej ciałem, w którym aktualnie był Ren wstrząsały potężne dreszcze. Jednak powoli zmniejszały swoją siłę.
Biegłam teraz wzdłuż skały, która była tak właściwie ścianą oddzielającą nas od najprawdopodobniej drugiego tunelu. Przekonałam się o tym jakiś czas później. Wąwuz przekształcił się w dość rozległą grotę. Robiło się coraz jaśniej. Byłam blisko wyjścia. Tuż przed wybiegnięciem z jaskini poczułam nagły ból. Nie wiedziałam co to było. Potknęłam się o jakiś kamień i razem z Renem runęłam na ziemię. Na dosłownie kilka sekund straciłam przytomność. Gdy ją odzyskałam byłam już we własnym ciele. Nie słyszałam już tego dźwięku. Słyszałam jak Ren ciężko dyszał. Zapewne ze zmęczenia długotrwałym biegiem, który zafundowałam jego ciału. Lecz nagle spoważniał i uspokoił oddech.
- Co się dzieje? – spytałam zaciekawiona.
- Bądź cicho i posłuchaj – nakazał. Zrobiłam to co kazał i usłyszałam czyjeś dyszenie odbijające się echem od ścian. Po chwili z ciemności drugiego tunelu wyłoniły się dwie osoby. Ann oraz Rafe. Cali przemoczeni.
- Nareszcie! – zawołała Ann i upadła na kolana obok mnie i Rena
- Cieszę się, że was widzę - dodał Rafe.
- My również. - odpowiedziałam za mnie i Rena.
- Wynośmy się stąd - zaproponował szarowłosy. - I to jak najprędzej.
- Dokładnie. Tutejsze miejsce nie jest przyjazne - dodał Dragonoid.
Wyszliśmy z jaskini. Zmęczeni i bez pomysłów na dalsze działania. I tu kolejny szok tego dnia.
- Że niby co?! - mruknęła smoczyca będąca wyraźnie zaskoczona zaistniałą sytuacją. Sama nie wierzyłam własnym oczą. Przed nami rozciągał się gęsty las. Nie byłam w stanie tego zrozumieć. Jakim cudem? Nagle usłyszałam chrzęst. Jak jeden mąż, cała nasza czwórka odwróciła się do tyłu. Tam skąd jeszcze niedawno wyszliśmy, tam gdzie było wejście do jaskini zajmowała lita skała. Brak jakichkolwiek znaków iż kiedyś coś tam mogło być.
- Drago... Proszę powiedz mi, że możesz nas zabrać do hotelu... - mruknęła Ann. - To miejsce mi się nie podoba...
- Gdybym mógł to zrobić, dawno bylibyśmy w domu - odpowiedział jej smok.
- Tutejsze miejsce blokuje ich moc - dodałam.
- Co tutaj się dzieje? - spytał wyraźnie zdezorientowany Rafe.
- Jeśli wierzyć słowom Age to miejsce pochodzi z innego świata.
Spojrzałam zaciekawiona na szarowłosego.
- Słuchałeś mnie? - spytałam zaskoczona.
- Inno świat? - zagadnęła smoczyca. - Możesz rozwinąć temat?
- W dużym skrócie? – westchnęłam, wiedząc iż muszę powtórzyć całą historię. - Czasami gdy „Drzwi” pomiędzy światami zostają otwarte, wraz z demonami pojawiają się miejsca z innych wymiarów. Pojawiają się tylko na chwilę. I tylko Kajiu są wstanie je odnaleźć. Te „Drzwi” otwierają się tylko i wyłącznie w czasie trwania epoki magicznej, a ta rozpoczęła się kilka lat temu.
- Czyli jesteśmy w innym wymiarze? - spytał Wolfurio.
- Nie. To miejsce z innego wymiaru przeniosło się do nas. I jeśli nie opuścimy tego miejsca na czas, zostaniemy przeniesieni do jego pierwotnej lokalizacji. Prawdopodobnie nie będziemy też mogli się już nigdy stamtąd uwolnić.
- Niby jak mamy stąd uciec na czas skoro ani ja ani żaden inny nyxion nie jest w stanie was przenieść? - spytał Dragonoid.
- Dobre pytanie... - dodała Ann po czym nastała chwila ciszy. Znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia...



------------------
Od autorki: I jak rozdział? Wiem co powiecie. Znów nudy. Zapewne jet też tysiące błędów interpunkcyjnych, ale bez bicia się przyznaję, że z tym mam problem :(
Ogólnie cały rozdział został napisany przez Agey jednak ze względu na to iż miałam więcej czasu, zgodziłam się przepisać tekst napisany przez moją współautorkę. A przepisanie tego nie było łatwe. Wyobrażacie sobie jak trudno jest odczytać to co ona pisze? Pomijając już fakt, że pisze czcionką rozmiaru 6-7? Wielka prośba do Ciebie, Agey. Pisz wyraźniej i większą czcionką!
Więc w sumie rozdział jest tak pół na pół. Trochę od mnie, trochę od niej ^-^
Przechodząc do ankiety, która niedawno pojawiła się na blogu. Jak na razie pojawiły się trzy głosy na "TAK" a to oznacza, że muszę już szykować odpowiednią zakładkę no i oczywiście szkice. Na pewno pojawi się Czarny, Ann, Ren oraz wybrane nyxiony np. Atlantis. Niektórzy będący pierwszymi czytelnikami zapewne go widzieli. Nic się nie zmienił ^-^ Tylko Czarny wygląda trochę inaczej niż planowałam na początku. Tak więc kończę swój wywód i wracam do szkiców. Muszą przecież jakoś wyglądać w dniu premiery, prawda?
Obiecuję, że w następnym będzie lepiej i mogę już zapowiedzieć, że będzie walka :)
I mam jeszcze takiego małego Note dotyczącego Agey i Ann. Dlaczego teraz zachowują się normalnie? Otóż zaznaczam, że są one w połowie Kaiju. Gdy zbliża się pełnia, Kaiju mają bardzo zmienne zachowania. Raz miłe, raz wredne, a raz chcą zabić zupełnie bez powodu. To tyle.

Do następnego!

Ann&Age

01 stycznia 2014

Happy New Year!

Trochę spóźnione życzenia noworoczne! Wszystkiego dobrego, byście i ten 2014 rok spędzili z nami! Mam nadzieje że mieliście udaną przerwę w nauce. Niestety pora już wracać do szkoły ;(. Nie wiem jak u was ale u mnie ferie zaczynają się  20 Stycznia więc wystarczy przetrwać do tego czasu!

Happy New Year!


Autorki!

Obserwatorzy